A może tym razem “mogę”?

Otwierasz oczy. Czas już wstawać.

Musisz iść poćwiczyć i umyć włosy. A przed wyjściem musisz wstawić pranie, żeby tylko jak przyjdziesz powiesić wszystko.

Po pracy musisz podjechać do sklepu po płatki na kolacje dla dzieci. A jak wrócisz do domu musisz wyprowadzić psa i pójść po dzieci. Później powiesić pranie – jedno drugie.

Kiedy tylko zjedzą obiad w domu, musisz zawieźć syna na trening. A po powrocie wyjść z nim jeszcze na rolki, bo ma ochotę.

Wieczorem musisz trochę poprasować i poczytać dzieciom przed snem. Jak tylko zasną, to musisz zrobić z dwie lekcje z angielskiego i poczytać tą książkę, którą czytasz już od miesiąca. A później jeszcze obejrzeć ten film, o którym wszyscy mówią.

I tak od rana „musisz”.

Musisz to, musisz tamto.

Są rzeczy, które tak jak odebranie dzieci z przedszkola musisz zrobić. Ale serio czy całą resztę tak koniecznie musisz?

Zaczynasz od pierwszych momentów świadomości rano i lecisz z tym jak torpeda. Jesteś wielozadaniowcem i starasz się ogarniać wszystko. Wszystko wszystko! Bo przecież nikt tego wszystkiego lepiej od Ciebie nie zrobi.

Padasz na twarz o 21 z książką w ręku mamrocząc przez sen coś w niezrozumiałym języku.

Naprawdę musisz to pranie wstawić rano? Grzebać się z tym wszystkim pomiędzy szykowaniem się do pracy, a robieniem śniadania? I koniecznie dwa prania dzisiaj! Koniecznie! Jak to drugie zrobisz jutro to nie będzie się liczyło to pierwsze. To wszystko przepadnie.

Prasowanie też koniecznie dzisiaj. Powinnaś pomyśleć o prasowaniu jeszcze przed wyjściem z pracy. Może od jutra zacznij wstawać o 3? Co?

No i oczywiście zawsze musisz być mamą na 120%. Tak tak. Dzieci na kolacje tylko płatki więc nieważne, że korki się już robią, że pod sklepem nie ma już gdzie zaparkować. Ty brniesz pomiędzy ludźmi i alejkami. Bo Twoje dzieci nie mogą zjeść na kolacje kanapek. Nie mogą.

Po treningu już masz wszystkiego dość. Ledwo na oczy patrzysz, ale syn chciałby pojeździć na rolkach. I zrobił tą swoją minę. Nie może iść sam? Albo z tatą albo z kolegą? Serio? Jak ta kwoka? Oczywiście lubisz jeździć na rolkach i dobrze by to zrobiło Twojej kondycji, ale naprawdę musisz dzisiaj?

Już ledwo chodzisz.

Naprawdę dzieci nie muszą codziennie mieć przeczytanej bajki na dobranoc- teraz to jestem wyrodna wiem.

Czytając w takim stanie czy ucząc się i tak nic nie zrozumiesz. Robisz tylko na złość sobie i swojemu organizmowi.

Może zamiast wstać rano ze słowem „muszę” powiedz sobie po prostu „dzień dobry”? Oceń czy masz siłę na ćwiczenia i czy spokojnie zdążysz coś jeszcze rano w domu zrobić. Jeśli nie to naprawdę świat się nie zawali, dzieci nie umrą z głodu, a w szafie mają jeszcze ubrania na kolejne tygodnie.

Nie mów „muszę”- „mogę”.

Naprawdę dom nie musi codziennie lśnić czystością. Kiedy masz się tym cieszyć? Jak leżysz półprzytomna na kanapie i marzysz o chwili dla siebie?

Może czas też pomyśleć o sobie?

Osz Ty! Jak możesz!

Jesteś matką! Przede wszystkim matką! Matką swoich dzieci i męża! No dobra- jesteś jeszcze żoną swojego męża. Coś Ty sobie wymyśliła? Twój podstawowy obowiązek to dbać o najbliższych! O najbliższą rodzinę! Odpowiedz czy Ty jesteś dla siebie najbliższą rodziną?

No chyba średnio maleńka!

Nie zachowuj się jak egoistka.

Dodaj komentarz