Dni kiedy masz już dość

Przecież Twoje dzieci są z tych grzecznych, raczej bezproblemowych, które potrafią się zachować w miejscach publicznych.

Przecież Ty przez te 6 lat nauczyłaś się ogromnej cierpliwości. Nie wpadasz z byle powodu z furię. Potrafisz mimo wszystko wytłumaczyć, zagadać kryzysowe sytuacje.

Przecież dzieci też mogą mieć gorszy dzień. Są tylko małymi ludźmi, którzy mogą się nie wyspać. Które może coś boleć. Na które dana pogoda wpływa niezbyt dobrze. Lub po prostu jęczą i marudzą „bo tak”.

Wszystko staramy się sobie wytłumaczyć.

Ale co wtedy gdy Ty i dziecko/dzieci macie gorszy dzień?

I wiesz, że u Ciebie to jest całkiem bez powodu. Żadne tam jakieś PMSy, bóle zęba, migrena. Po prostu od rana do wieczora jesteś rozdrażniona. Wszystko idzie nie tak.

Dzieci rano nie potrafią się zebrać. W drodze do przedszkola wieje tak silny wiatr, że zastanawiasz się kiedy Ci głowę urwie. Pies się gdzieś zawieruszył (pewnie gdzieś się wytarza). Podminowana wpadasz do przedszkola, bo mąż przed chwilą zadzwonił, że nie da rady odwieźć dzieci na basen. Dzieci w szatni mają czas na wszystko tylko nie na to, żeby się ubrać. Szybko zbierasz ich na basen i stoisz w korku w drodze do. Tam szybko sprint, żeby się przebrali. Ale… starszak ma czas… musi poprzyglądać się wszystkim dookoła.

Masz dość.

Po basenie szybko jedziesz odebrać paczkę ,a stamtąd do fryzjera. Z dziećmi. Dobrze, że dzisiaj tylko grzywka, bo akurat postanowili się pokłócić o zabawkę. Na pocieszenie słyszysz od pań fryzjerek, że dzisiaj chyba coś jest w powietrzu, bo ich dzieci też dokazywały.

Wracasz głodna do domu.

Zgarniasz przygotowane przez męża danie i modlisz się, żeby dzieciaki poszły do pokoju. Nie. Córka chce się bawić akurat teraz z Tobą, a syn zaczyna rozpacz, bo zapomniał zabrać z przedszkola rysunku.

Już nie masz sił. Po prostu nie wiesz co masz ze sobą zrobić.

Wstajesz. Kończysz pakowanie- bo przecież jutro rano wyjeżdżacie na dłuższy weekend.

Do tego mąż coś mówi, pyta, oddycha. Wszystko Cię irytuje.

Jesteś już w takim stanie, że nie potrafisz wykrzesać ani pół myśli, która wytłumaczy, że to są tylko dzieciaki. Że to Ty masz dzisiaj gorszy dzień i po prostu wszystko wyolbrzymiasz.

Masz dość.

Chcesz iść wcześniej spać, ale z tyłu głowy masz jeszcze jedno- obowiązki.

Wertujesz w głowie, listę rzeczy, które musisz rano spakować. Wyrzucasz sobie, że za mało dzisiaj powtarzałaś angielski. I wreszcie, że miałaś dzisiaj zamieścić wpis.

I co robisz? Siedzisz na dywaniku, zamknięta w łazience z laptopem na kolanach.

Dlaczego? Bo dzisiaj wieczorem, właśnie dzisiaj wszyscy muszą do Ciebie przyjść. Syn je na stoliku nocnym płatki, córka pije mleko na poduszce obok, a mąż siedzi w nogach łóżka. W między czasie dogryzają sobie i się kłócą.

Masz dzisiaj dość. Idź spać. Jutro będzie piękny dzień. Jeszcze tego nie rozumiesz. Ale rano uśmiechniesz się do tej myśli

1 Komentarz

Dodaj komentarz