Niekończący się temat zabawek

Temat wraca jak bumerang co kilka tygodni lub miesięcy.

Chyba każdy rodzic słyszy to pytanie przed świętami, Mikołajem, zajączkiem, urodzinami, dniem dziecka, przyjazdem itd… Okazji jest moc.

„Co kupić dzieciom na….” I tutaj wstawiasz wymienione wyżej okazje.

Pfff… co za problem? Na początku wiadomo- jakieś grzechotki, karuzele, misie, body, kocyki, gryzaki… takie rzeczy dla niemowlaków.

Pierwsza jakaś okazja. Pach pach i już kilka pomysłów poszło do babci, cioci, wujka, dziadka, drugiej babci, kuzynki i pozostałych cioć. Druga i trzecia okazja- ten sam scenariusz.

W miarę jak dziecko rośnie wymyślasz kolejne zabawki, gry , piłki, klocki, lalki itd. Pomagają w tym, nie ukrywasz, reklamy.

Pokój dziecka zaczyna zamieniać się w sklep z zabawkami z asortymentem, który zaczyna się rozrastać i rozwijać w miarę zainteresowań dziecka. Traktory? Proszę bardzo- traktor z przyczepą z sianem, glebogryzarką, kosą, beczką itd. Barbie? Po pół roku jest ich prawie 10- barbie syrenka, lekarz, modelka, skrzypaczka….

Wszystko fajnie. Tylko, że dzieciaki są coraz starsze, pokój pęka w szwach. Łapiesz się na tym, że Ty rzadko kiedy kupujesz zabawki, bo przy tych wszystkich okazjach wymyślasz po kilka prezentów. Dlaczego? Bo babcia, ciocia, wujek czekają na podpowiedź.

Ostatnio się wycwaniłaś i odsyłasz zainteresowanych do dzieci. Niestety później się okazuje, ze syn zażyczył sobie od trzech osób dinozaura, a od kolejnych dwóch robota. Córka kolejną lalkę i misie.

Znów musisz przejąć inicjatywę i jakoś mądrze rozplanowywać. Ale jak tu zachować rozsądek?

Kiedy oni mają się tym bawić? Tylko rzeczy przybywa i przybywa. Przecież nie są w stanie. Obserwujesz. No tak. Nie bawią się wszystkimi zabawkami. Ale. Kiedy syn ma fazę na lego to przez cały tydzień bawi się tylko tymi klockami. Później nadchodzi temat wojska i tak przez kolejny tydzień pokój jest poligonem. I podobnie z córką. Tydzień jest weterynarzem, w kolejnym mamą, a w następnym kucharką.

Super sprawa. Wszystkim się bawią.

Wszystkim? Ale chyba z tej to już wyrośli. Tyle czasu jej nie wyciągali, a ponadto to zabawka dla roczniaka. I te drobne zabawki z restauracji. Jest tego moc, a przecież nie wszystkim się bawią.

Nadchodzi dzień segregacji. Przeglądasz wszystko kiedy ich nie ma. Przygotowałaś rzeczy do wyniesienia w reklamówce w przedpokoju. Dzieci wróciły. Zapomniałaś.

„O mama… a to jest ten piesek, który świeci. Tak go lubiłem”

Córka włącza robota i zaczynają się tańce. W przedpokoju robi się kolejny pokój z zabawkami.

Dobrze, że cieszą się jeszcze kiedy dostaną ubrania 😊

Dodaj komentarz