Tryb “praca”

Urodziłaś dziecko. Fantastyczne uczucie.

Widzisz swoje maleństwo, nareszcie możesz je dotknąć. Skończył się strach. Teraz już tylko czysta miłość.

I opieka. I karmienie, zmienianie pieluszek, karmienie, sprzątanie, zmiana pieluszek, karmienie, pranie.

Na jakiejś imprezie siedzisz przy stole z rodziną i nagle nie rozumiesz o czym oni właściwie rozmawiają. Że co? Kto się wyprowadził? A no tak… jakości wyleciało z głowy. A kto to jest kuzyn Stefan?

Organizujesz wyjazd na kilka dni i kompletnie nie wiesz za co się zabrać. Zrobić rezerwacje i co? O co chodzi w tym ogłoszeniu? Czytasz kilka razy i nie kumasz.

Tak, tak moja droga. Troszkę Ci się mózg rozmiękczył. Połowy tego o co biega w serwisie informacyjnym nie rozumiesz. Instrukcja obsługi to jakaś czarna magia. Nowe opcje w telefonie? Zapomnij!

Co się z Tobą stało?

Mija jakiś czas, kilka tygodni i jakby trochę lepiej jest. Jest szansa! Poprawia Ci się!

Jakby wszystko robi się jaśniejsze, lepiej zrozumiałe.

Zostajesz w domu z dzieckiem na nieco dłużej niż było w pierwotnym planie. Po trzech latach udało Ci się opanować kilka nowych rzeczy. Zrobiłaś kilka kursów, dokształcasz się.

O jakimkolwiek problemie ze skupieniem się czy zrozumieniem czegokolwiek nie pamiętasz. Przecież to jest wiadome. Młoda matka programuje się na zadania związane z niemowlakiem. Tak po prostu jest. To jest kwestia hormonów- tak mi się wydaje.

Po kilku latach postanawiasz wrócić na rynek pracy. Pociechy są pół dnia w przedszkolu. Przez te kilka lat kiedy potrzebowały Cię najbardziej byłaś przy nich. Wychowywałaś ich i czuwałaś nad nimi 24h. Teraz czas na powrót do pracy i zadbanie o siebie.

Dostałaś pracę. W sumie się nie denerwujesz. Najbardziej stresujący moment- czyli rozmowa kwalifikacyjna jest już za Tobą. Tak Ci się wydaje…

Pierwszy dzień wdrożeniowy minął bardzo szybko- nawet nie wiesz kiedy. Następne dni też na spokojnie. Ale zaczynasz zauważać niepokojący fakty.

Po pierwsze wszyscy mówią po chińsku. Kompletnie nie łapiesz o co w zasadzie chodzi w tym zadaniu, o którym do Ciebie mówią.

Po drugie – urywają zdania. Czemu ona tak dziwnie Ci tłumaczy? Coś mówi i nagle zaczyna coś innego.

O co chodzi.

W pierwszy weekend ładujesz baterie. Analizujesz miniony weekend.

Po chińsku mówią, bo nie znasz terminologii. No kochana, trzeba się tego nauczyć. Urywają zdania? Hm… może dlatego, bo się zawieszasz? W międzyczasie myślisz o domu, co musisz zrobić, jak dzieci, o której musiałabyś jutro przyjechać… itd. A potem się włączasz. I to już jest koniec zdania.

Ok. Twój mózg jednak nie doszedł jeszcze całkowicie do siebie. Jeszcze w pełni są uruchomione programy „dom” i „rodzicielstwo”, nad którymi nie panujesz. Przypominają o sobie zupełnie w nieoczekiwanych momentach. Kompletnie nie masz nad tym kontroli. Jakby wrosły w Ciebie na zawsze.

Co teraz?

Practice makes perfect!

Starasz się w momencie wejścia do firmy przełączyć na tryb „praca” i na tym skupiać. Mówią coś do Ciebie czego nie kumasz , w tej chwili przerywasz (bo za chwilę zapomnisz) i pytasz. Robisz notatki, ściągawki i pytasz, pytasz, pytasz…

Oni Cię znienawidzą 😊

 

Dodaj komentarz