Wyjeżdżamy na weekend

Wyjeżdżamy. Wyjeżdżamy!

Nareszcie! Tak już chciałaś gdzieś pojechać, zmienić otoczenie, odpocząć od codziennych obowiązków. Zjeść coś dobrego- przede wszystkim coś czego nie musisz sama gotować.

Jak zwykle na spontana! Ale Ty to lubisz! Serio! Takie wyjazdy są najlepsze! Nocleg załatwiony, szybko poleciałaś do sklepu po prowiant dla głodomorów, napisałaś gdzie trzeba, że znikacie z horyzontu na najbliższy weekend.

Morze? Polskie morze!

Jak zwykle nieobliczalne z pogodą. Jak zwykle drogo.

Ale co tam! Przecież kwiecień plecień. Nie spodziewajmy się cudów, że nagle będzie 30 stopni. Jakby co spakujesz stroje kąpielowe i pójdziecie gdzieś na basen. Poza tym, na pewno są miejsca gdzie można iść kiedy pogoda nie dopisze. Pomyśl. Spacer po plaży. I rybka. Rybka smażona, rybka wędzona. Rybka na śniadanie, obiad i kolacje… ehh….

Rozmarzona zaczynasz pakowanie.

Akurat rano poprasowałaś więc idealnie ułożone stosiki ubrań leżą na łóżku. Wyciągasz torbę. No dobra – drugą też. Nie jest tego dużo więc super wszystko się zmieści i nie będzie wygniecione.

Zaczynamy.

Najpierw ubrania męża. Tutaj łatwo – tylko nie zapomnij o bieliźnie.

Później moje. Co ja tak naprawdę będę nosić? Tak praktycznie i na cebulkę, żeby nie przeginać z ilością. Mamy to.

Dzieci. Spodnie. Ale przede wszystkim dresy, leginsy. Trzy pary.  A może jednak donieść po jednej zapasowej parze? No bo jak się pobrudzą? Jak już jestem przy tej szafce to może wezmę jeszcze córce rajstopy i spodenki. Mało miejsca zajmie, a jednak długie i ciepłe.

Bluzy. Bluzy podstawa! Trzy. I jeszcze tą cienką dla syna i tą odzież termiczną. Dwie. A ten sweterek córce? Z tymi spodenkami wygląda jak komplet!

I koszulki. Cztery. Koszulek trzeba wziąć więcej. Bo mogą się spocić, albo pobrudzić przy jedzeniu, albo polać. Tak tak. To dwie z krótkim jakby było ciepło i dwie z długim. Ach… z długim to może trzy. I podkoszulki i piżamy. Skarpetek i majteczek ile wejdzie.

Pamiętaj o kurtce. Tak tak. To po dwie. Przecież jakby padało to zmoczą. Druga będzie jak znalazł.

I buty. Ta sama zasada co z kurtką.

Spakowane? Spakowane.

Ubrania masz za sobą.

Teraz pora na kosmetyki. O tych dla siebie nie wspominam, bo to jest niekończąca się opowieść. Ale spakujesz je do torebki w ostatniej chwili. Szczoteczki, żele, pasty, gumy…. Itd.

Jedzenie? Cały koszyk! Bo kanapki jak dzieciaki się rano obudzą w aucie. Owoce, ciasto, picie, chrupki, ciasteczka, jogurty do picia….

Pamiętaj o leku przeciwbólowym i przeciwgorączkowym. Lepiej mieć. Wyciągasz pudełko z lekami i w lekkim już amoku zaczynasz ładować leki przeciwbiegunkowe, przeciwbólowe, na alergię, na migrenę, na zatoki,  na histerię… tak zaczęło się.

Przecież ręczników nie spakowałaś. I klapek na potencjalny basen. A prostownica? A suszarka? I tutaj suszą się jeszcze takie cienkie spodnie- przecież one miejsca nie zajmą, a wiadomo lepiej nosić niż się prosić.

Idziesz spać późno.

Wstajecie za 5 godzin, a Ty myślisz o tym o czym masz rano pamiętać.

Spokojnie. Przecież wszystko masz super spakowane w dwie torby. Luzik. Raz, dwa wrzucicie to do bagażnika. Dzieciaki na śpiocha do auta i ruszacie. Tylko wstań chwilę wcześniej, bo nie przygotowałaś kubków termicznych na kawę.

Wstajesz pół godziny przed czasem. O ładowarce byś zapomniała! I książce! Okulary, soczewki…

Wstaje mąż. Pakuje wszystko do auta. Przy okazji bierze poduszeczki pod głowę dla dzieci, ich kocyki, worki z zabawkami.

„Idź idź, ja zamknę”

I po drodze zgarniasz psa, smycz, karmę, ciepłe kamizelki dzieci i jeszcze te dwie czapeczki (one tak ładnie wyglądają z tymi kurteczkami), kalosze, parasolki, okulary przeciwsłoneczne i wracasz jeszcze po filtr na twarz.

Aaa.. i jeszcze ten sweter, i apaszka, i woda, i kawa, i trampki. Chwilę zastanawiasz się nad możliwością zabrania dodatkowej przyczepki.

Bierzesz głęboki oddech.

Idziesz objuczona do auta, mąż patrzy z politowaniem, pies biegnie gdzieś z tyłu – nie przyznaje się do Ciebie.

„Kochanie, samochód nie jest z gumy.” No przecież wiem.

Na miejscu otwierasz bagażnik. Zupełnie nie rozumiesz o co chodzi z tym marudzeniem męża, że niby 3 razy musi schodzić do auta po rzeczy. Przecież spakowałaś Was w dwie torby i koszyk…

1 Komentarz

Dodaj komentarz